Na zagonie u Króla swojego Królestwa, od dawien dawna ogrodnik zamkowy trudził się by posadzić niebieskie drzewo migdałowe. Wszelkie jego poczynania w tym kierunku prowadziły jedynie do mutowania się chwastów, momentalnie pożerających żrących swe egzotyczne kwiaty w proteście przed własną brzydotą. Załamanie rąk miał Król swego Królestwa, z tym drzewem, a tak już konkretniej to ze swoją małżonką
A to było tak.
Na szlaku migdałowym wiodącym z Miglandii, poprzez dzikie tereny Dziczuchów aż do Królestwa, wciąż dochodziło do mordów na kupcach i tragarzach. Cały zapas niebieskich migdałów bywał porywany, pojawiając się na czarnym bazarze gdzie zbijano nań bajońskie sumy. Wysyłanie straży rycerskiej na niewiele się zdawało, przekupna swołocz dawała się wciągnąć w zastępy rozbójników, bo tamci płacili lepiej a życie było ciekawsze.
Stosy walających się kości na traktach do-Królewskich świadczyły o tym jak ciężka była praca kupca migdałowego. Były to oczywiście kości po zjedzonych kurczakach i łupki po orzechach no i także łupki po kupcach… W Królestwie było ogromne zapotrzebowanie na niebieskie migdały. Smakołyk te był nieodzowną częścią życia, owoc był przepyszny. Po zjedzeniu go można było już nigdy nic w życiu nie robić, prócz zjedzenia kolejnego migdała oczywiście. Kupców zaczynało brakować i jakoś nikt się nie kwapił do szkół kupieckich za młodu wstępować. To już bezpieczniej było zostać rozbójnikiem.
Kiedy Królowa pewnego dnia uciekła ze swą strażą przyboczną, do Miglandii by poślubić tamtejszego szejka migdałowego Mig Da Lena, Król swego Królestwa podupadł na zdrowiu, a zaraz potem kazał ściąć ogrodnika i jego pomocników tępym toporem. Królowa zwiała, bowiem niedostatek migdałów i kiepskie próby hodowlane, podkopały u niej autorytet małżonka. Z reszta kobiety jej pokroju bez rozkosznych smakołyków, nie widzą potrzeby wiązania się z jakimkolwiek mężczyzna. Pozostałe na dworze migdały zabrała również ze sobą, gdyż prócz klucza do swego serca Król dał Królowej klucz i do skarbca, gdzie szmaragdowo-migdałowych kąpieli zażywała.
Szejk Mig Da Len, widząc niemrawość po granicy a i jękliwość Królewską, rozzuchwalił się do tego stopnia iż zaczął sukcesywnie grabić Królestwo a dostawy migdałów wstrzymano. Nie mając innego wyjścia, Król przeprowadził sprawną inwazję na Miglandię i zanim szejk zdołał się zorientować w sytuacji zleciał ze swego tronu na złamanie karku, dosłownie. Królowa zaś… uciekła z innym. Pozostałe wojska Miglandii, dalej będące wierne swojemu szejkowi, prowadząc wojnę podziemną, spaliły doszczętnie ostatnie okazy drzew migdału niebieskiego. I aby zachować ten owoc dla potomnych, a jednocześnie uniemożliwić toczenie oń wojen. Król w swej mądrości kazał ukryć ostatnie niebieskie migdały w puszystych chmurach i dopóki ludzkość nie dorośnie, nie zdoła znaleźć w których one zostały schowane.
Skarb ów krąży po niebie, codziennie go wypatruj
tak mi przyszło kiedyś do głowy jadąc wygłodniały na rowerze i marząc o cieście z bakaliami.